Dawid „Violator” Grzyb | 10 marca 2017, 18:05

Audiomagic Player - recenzja

Wydawać by się mogło, że na rynku przenośnych odtwarzaczy empetrójek wszystkie karty są już od dawna rozdane. Kilkanaście firm to cały rynek, nota bene niszowy. Na dodatek większość z nas słucha muzyki poza domem za pomocą smartfona. A tu proszę, polski dystrybutor - Audiomagic - wypuścił na rynek urządzenie pod swoją marką. Mało tego, kosztuje 99 zł... 

Wstęp

Takie mamy ciekawe czasy, że rynek DAP-ów to jest nisza nisz. Można rzec, że smartfony, które grają coraz lepiej, mają krew dedykowanych odtwarzaczy empetrójek na "rękach". Znak czasów, a co. Co więcej, niewielki rynek DAP-ów i tak jest już odgórnie podzielony. Jest Astell&Kern, iBasso, HiFiMAN, FiiO i kilku innych graczy i... to w zasadzie wszystko. Można sobie poprzebierać w zależności od posiadanej gotówki. Da się kupić przyzwoity grajek za kilka stówek, nic nie stoi na przeszkodzie żeby pozbyć się i kilku tysięcy. W majestacie tego, jaka jest szansa na to, że nowy gracz na rynku zwróci czyjąkolwiek uwagę? No właśnie... 

_MG_4178

Niniejszy wpis nie jest jednak po to, aby brnąć w globalne historie związane z DAP-ami, traktuje on o produkcie lokalnym, w dodatku zastanawiająco, czy wręcz przeraźliwie tanim. Ale od początku. Firma Audiomagic.pl jest na rynku od wielu lat. Gdy zaczynałem swoją dziennikarską przygodę w 2007 roku, w mniej więcej tym samym czasie Patryk Lauryn założył jeden z najbardziej znanych sklepów z przenośnym audio w naszym kraju, oczywiście mowa o Audiomagic.pl. Ale to jedynie element całości. 

_MG_4172

Patryk to przede wszystkim entuzjasta. Mobilnym audio zaczął się interesować na długo przed otworzeniem własnego sklepu. Prawdziwe jest zatem stwierdzenie faktu, że w przypadku Patryka, hobby przerodziło się w sposób zarabiania na życie. Wracając do dania głównego niniejszego wpisu, strzelam, ale pewnie było tak: szef Audiomagic.pl otrzymał worek podobnie wyglądających, ale dźwiękowo bardzo różnych DAP-ów. W ucho wpadł mu jeden konkretny. Okazał się na tyle dobry, że zapadła decyzja o zbudowaniu dookoła rzeczonego sampla gotowego produktu. Zanim ktokolwiek zacznie się skarżyć, że co to za problem na bazie 'chińskiego OEM-a' wybrać coś przyzwoitego, no cóż, to właśnie jest sztuka. Tylko naprawdę osłuchana osoba, tj. taka, która przewaliła setki urządzeń, się do tego nadaje. Dodatkowo musi znać rynek jak własną kieszeń. W majestacie tych wymagań, głowa Audiomagic jest jak najbardziej kompetentna do wspomnianego zadania. Żeby nie przeciągać, przed Wami Audiomagic Player. 

Budowa

Audiomagic Player to DAP, a zatem sprzęt stworzony po to, żeby odtwarzać muzykę przechowywaną w pamięci. O tym, czy jest przenośna czy wbudowana to za chwilę. Produkt jest niewielki, mierzy zaledwie (wys. x szer. x gł.) 90 x 40 x 8 mm, co przy 28-gramowej masie czyni z niego maleństwo praktycznie nieodczuwalne na ręce. A tak zupełnie między nami, to Audiomagic Player jest jednym z najlżejszych DAP-ów, z jakimi miałem styczność. Sami sobie wybierzcie czy to zaleta czy raczej wada. Niektórzy nie lubią przenośnych cudeniek czuć, choć subiektywnie nie ja.

_MG_4177

Produkt dostarczony do testów nie ma wbudowanej własnej pamięci, łyka karty microSD o pojemności do 32 GB. W sumie w kontekście ceny Audiomagic Playera ( w skrócie AMP-a), taki stan rzeczy wcale nie dziwi. Wyświetlacz i właśnie pamięć to jedne z najdroższych podzespołów, a dystrybutorowi ewidentnie zależało na tym, żeby danie główne niniejszej publikacji uczynić możliwie tak przystępnym cenowo, jak tylko się da.

_MG_4173

AMP wygląda klasycznie, bez jakichkolwiek udziwnień. To prosta bryła z kilkoma guzikami i gniazdami na froncie i po bokach. Zastosowany akumulator pozwala na około 50 godzin ciągłej pracy. To zadziwiająco dużo, zwłaszcza że rynkowa średnia to 8 - 10 godzin maks. Mi udało się wycisnąć z AMP-a o 15 mniej ze słuchawkami Vision Ears VE5, co uznaję za wynik bardzo dobry.  _MG_4183

Obudowa jest plastikowa, matowa, utrzymana w kolorze granitowym. Nie budzi szczególnego zaufania. Ekran woła o pomstę do nieba. Ma niską rozdzielczość, jasność i kontrast, a po naciśnięciu rozpływa się. Fakt, podaje wszystkie najważniejsze informacje, ale jest tym, czym jest. Poniżej zamontowano dwa guziki nawigacyjno-funkcyjne, a pod nimi kolejne dwa, służące do potwierdzenia wyboru oraz powrotu do menu głównego. Każdy z nich ma standardowe zastosowanie podczas odsłuchu muzyki, tj. są odpowiedzialne za przeskakiwanie do następnego utworu, pauzę itp. Klasyka gatunku. Pomimo tego, że przyciski są płaskie, korzystanie z nich nie nastręcza trudności, stawiają należyty, nieprzesadzony opór. Na froncie sprzętu widać też perforację, za którą umieszczony został mikrofon.

_MG_4170

Na prawym boku AMP-a znajduje się dwuprzyciskowa regulacja głośności, a nieco poniżej gniazdo kart pamięci. Boki górny i lewy są czyste, natomiast dolny ma suwak blokady interfejsu, wyjście słuchawkowe 3,5 mm oraz gniazdo microUSB. Służy oczywiście do ładowania sprzętu i transferu muzyki na uprzednio załadowaną kartę pamięci._MG_4179

Menu odtwarzacza jest proste niczym konstrukcja cepa. Jest kilka typowych zakładek; przeglądarka folderów, ustawienia, narzędzia oraz muzyka. Do niestandardowych zalicza się przeglądarka ebooków, zdjęć, filmów oraz nagrań z mikrofonu. W narzędziach jest nawet stoper i kalendarz. Normalnie klęska urodzaju. Ustawienia nie są szczególnie liczne, ale wystarczające. Użytkownik może zmienić jasność wyświetlacza, czas jego wygaszenia czy ten, po którym DAP się wyłączy, a także język i datę. Są też dostępne informacje nt. oprogramowania sterującego i możliwość przywrócenia ustawień fabrycznych. Z rzeczy, których może niektórym zabraknąć, AMP nie odtwarza muzyki w trybie ciągłym (gapless) i nie ma żadnej korekcji brzmienia. Finalnie pod względem budowy, obsługi i dostępnych opcji wypada przeciętnie. Ale kosztuje mniej niż stówę, w tej cenie oczekiwanie czegokolwiek więcej jest niedorzeczne. Pamiętam tanie imitacje iPodów firmy Sweex, które wyglądały jeszcze gorzej, kosztowały podobnie i nie grały. A skoro o graniu mowa...

Posłuchane

Tym razem daruję sobie przydługie opisy, a powód jest prosty. Dostałem do testu jedno urządzenie, ale postanowiłem poświęcić trochę czasu ekstra i wygrzebałem kilka staroci z szafy. Nie było takiej konieczności, ale czasem dobrze jest zejść na ziemię i przekonać się, cóż takiego budżetówka dzisiaj oferuje. Nie znam lepszego sposobu na sprawdzenie co jest na rzeczy niż przyrównanie starej taniochy do nowej. Sansa Clip i FiiO M3 to rzeczone "rupiecie spod dywanu" w tym kontekście. Słuchawki wykorzystane w teście to spersonalizowane Vision Ears VE5. Enjoy.

_MG_4180

  • Audiomagic Player kontra Sansa Clip

Są spore różnice, nie tylko w sensie jakości, ale przede wszystkim ogólnej prezentacji dźwięku. Produkt Sansy gra o kilka stopni bardziej miękko. Słychać, że nie wnika w nagranie, jest dla muzyki wybaczający. Sprzęt Audiomagic ma bardziej analityczny i konturowy charakter, gra też przestrzenniej i znacznie bardziej rozdzielczo. Nie da się nie odnieść wrażenia, że z jednej strony obydwa produkty są zupełnie inaczej zestrojone. Ale z drugiej, grajek Patryka jest szybszy, bardziej bezpośredni i detaliczny. Z pewnością zagra lepiej z cieplejszymi słuchawkami, odwrotna sytuacja będzie mieć miejsce w przypadku leciwego Clipa. Choć nie ma co brać tego za prawdę objawioną, bo teoretycznie VE5-ki powinny pasować do sprzętu Sansy sporo bardziej, a całościowo zagrały lepiej z Audiomagic Playerem. Usłyszałem więcej detali podanych szerzej i głębiej, to jedna sprawa. Ale druga, że nie na tyle dużo, aby mnie to uwierało. Podobało mi się.

  • Audiomagic Player kontra FiiO M3

Po raz kolejny spore różnice, choć mniejsze niż powyżej. FiiO M3 bliżej do polskiego grajka pod kilkoma względami, choć ogólny sposób prezentacji dźwięku je słyszalnie różni. M3-ka gra bardziej obecnym basem i ma nieco schowaną średnicę, podczas gdy Audiomagic Player jest jaśniejszy i bardziej konturowy, no i konsekwentnie szczuplejszy na dole pasma. Po porównaniu do dwóch odtwarzaczy, produkt Audiomagic ma nieco przycięty bas i słyszalnie podbitą górę. Słychać, że postawiono na dźwięk bezpośredni, a także szybki i wyrazisty. Jest w tym sens, ale o tym za chwilę. VE5-ki polubiły się bardziej z M3-ką, choć sporo zależało od repertuaru. Mroczne, nieco przytkane występy Wardruny mi lepiej wchodziły w towarzystwie rodzimego grajka, natomiast sieczka pokroju AC/DC to była domena sprzętu FiiO. Aha, różnica cenowa pomiędzy porównanymi DAP-ami jest trzykrotna. Rzecz w tym, że tego nie słychać. Więcej osób pewnie by było przekonanych, że to grają dwa inne urządzenia, aniżeli jedno sporo droższe i lepsze w porównaniu do drugiego. 

Podsumowane

Tak zupełnie serio, to jest to dla mnie co najmniej zaskakujące, jak grający sprzęt można kupić za mniej niż stówkę bez złocisza. DAP Audiomagic broni się  nie tylko w konfrontacji z jakże popularną Sansą Clip, która jest nieznacznie droższa, ale też podczas starcia z wartym trzy razy więcej FiiO M3. Jeżeli ktokolwiek liczył na deklasację tańszego sprzętu przez te droższe, tym razem się zawiedzie. Ale nie to jest najważniejsze.

Warto mieć na uwadze, że Audiomagic Player gra w określony, tj. szczegółowy, rozjaśniony i całkiem przestrzenny sposób, a także ma osłabiony dół pasma. Ale jest w tym szaleństwie metoda. Rzecz w tym, że większość słuchawek dostępnych na rynku eksponuje bas przede wszystkim i gra niezbyt wyraźnie, mowa o tańszych produktach. Pisząc wprost, grajek Patryka Lauryna dobrze im zrobi, będzie synergia. Dodatkowym atutem tego DAP-a jest niczego sobie stereofonia i hojna ilość powietrza na scenie. No i ponad wszystko, po przesiadce z udanego modelu M3 na wiadome cacko, nie odczułem dyskomfortu. 

Audiomagic Player jest produktem budżetowym i to widać. Natomiast użytkowanie go nie nastręcza trudności, spokojnie można się do jego interfejsu przyzwyczaić. Jest lekki, a długi czas pracy to niemała zaleta. Jakość wykonania pozornie odstrasza, ale po dłuższej chwili produkt daje się poznać jako wytrzymały. Widzę go w rękach kogoś, kto lubi biegać czy ogólnie podróżować np. komunikacją miejską, ale potrzebuje do muzyki oddzielnego i taniego urządzenia. W kategorii całościowej i ponad wszystko stosunku ceny do jakości, Audiomagic Player ma moje błogosławieństwo, bo rzeczone potrzeby zaspokoi, a ze słuchawkami po cieplejszej stronie mocy się polubi. Do następnego. 

AM.logo

Żeby sprawiedliwości stało się zadość, dobroczyńcą dzisiejszego odcinka jest firma Audiomagic, dobry człowiek tam pracujący wypożyczył mi sprzęt do testów. Jeszcze raz dzięki, Panowie!

Komentarze
tomaster
10 marca 2017, 18:27
Ja zawsze wolę dedykowany DAP do muzyki niż smartfona, wygodniejsze to nie licząc faktu, że trzeba nosić przy sobie dodatkowe pudełko.
2
Jacek13
11 marca 2017, 23:50
No a jak to się ma do smartphonów? Jak do flagowców, a jak z niższej półki? Bardzo bym to chciał wiedzieć
5
waszu
12 marca 2017, 19:39
O kurde, to chyba najdłużej żyjący nationite na świecie na tym zdjęciu. Szkoda że nie było porównania w tekście, ale to by było pewnie informacyjne dla jakichś 70osób na świecie ;D
2
Xenny
13 marca 2017, 10:10
Jak jak bym chciał porządnie grający odtwarzacz który umożliwi odtwarzanie z usług do streamowania muzyki...
2
waszu
13 marca 2017, 13:13
Xenny (2017.03.13, 10:10)
Jak jak bym chciał porządnie grający odtwarzacz który umożliwi odtwarzanie z usług do streamowania muzyki...

Chyba fiio coś takiego wypuściło?:) I te sony na androidzie?
1
bv6t7
14 marca 2017, 20:08
Czy jest jeszcze ktoś na świecie kto powtórzy takie połączenie ?

Niech ci ponownie wyślą te modele http://audiomagic.pl/sluchawki-nauszne#red=0|pt=100 będzie lepiej wypozycjonowany produkt i porównanie do najtańszego telefonu z androidem. Bo to chyba atak w ten segment :O

Jeżeli audiomagic tak nisko się schyliło to może rebrand USB-DAC może coś podobnego do HA INFO (wejście cyfrowe + analogowe) ?
-1
Zaloguj się, by móc komentować