Mateusz Brzostek | 15 października 2014, 13:57

R9 290X Lightning: drugie podejście

Pierwsze próby ekstremalnego podkręcania R9 290X Lightning zakończyłem na problemach z oprogramowaniem i modyfikacjami karty. Po krótkim oczekiwaniu otrzymałem super sekretną wersję MSI Afterburnera, programu do podkręcania, i mogę kontynuować walkę z najszybszym jednoprocesorowym Radeonem.

Jak opowiadałem ostatnio, pierwszą przeszkodą w podkręcaniu Lightninga jest Afterburner, którego zwykła wersja ma „za krótkie” suwaki. Ekstremalna wersja, w skrócie ABX jest ściśle reglamentowana; ja dostałem swoją po kilku mailach i paru dniach oczekiwania, więc zaliczam się do tych szczęśliwszych przypadków. ABX ma w tytule okna i na dole interfejsu inicjał i nazwisko osoby, która podpisała umowę o tajności. Teoretycznie po to, żebym nie mógł się podzielić ABX z kolegami, ale co ich powstrzyma od użycia mojej wersji i zasłonięcia nazwiska na zrzutach ekranu?

abx_namedTak czy siak ABX rozwiązuje wszystkie programowe problemy z podkręcaniem. napięcie GPU można podnieść o 0,7 V, czyli do prawie 2 woltów; taktowanie GPU do 3000 MHz, a pamięci do 3750 MHz, czyli mamy prawie półtora gigaherca zapasu.

Konieczna jest jeszcze jedna sprzętowa modyfikacja. Pewne peryferyjne obwody procesora graficznego są zasilane napięciem 0,95 V z małego zasilacza impulsowego. Płynie tam nieduży prąd, ale napięcie jest istotne jako punkt odniesienia dla kontrolerów wyjść obrazu. Jeśli nic z nim nie zrobimy, zamrożony Radeon będzie pod dużym obciążeniem wyświetlał czarny ekran. Jednostki obliczeniowe, rasteryzatory – wszystko to działa, można nawet uruchamiać benchmarki i otrzymywać wyniki, ale trzeba się gapić na czarny ekran i trudno poznać, czy maszyna jeszcze pracuje, czy już się zawiesiła.

Ale wystarczy trochę podnieść to napięcie, z 0,95 V do ok. 1,25-1,35 V, żeby obraz wyświetlał się bez przeszkód w każdych warunkach. Zasilacz impulsowy reguluje napięcie porównując je ze znanym napięciem odniesienia, otrzymywanym z dwóch rezystorów stanowiących dzielnik napiecia. Wystarczy tam przylutować potencjometr, i już możemy „oszukać” zasilacz impulsowy i ustawić pożądane napięcie. Jeszcze trzeci kabelek do kontroli napięcia i gotowe.

mod1

mod2

Po tej modyfikacji przekonałem się, że mój egzemplarz nie ma tzw. coldbuga – działa poprawnie w najniższej temperaturze, jaką pozwala mi osiągnąć ciekły azot, czyli ok -185° C. Podwyższyłem napięcie GPU do ok. 1,52 V, co pozwoliło przetaktować GPU do niemal 1500 MHz, ale po kilkudziesięciu minutach ujawnił się kolejny problem...

Zamarznięta pamięć

512-bitowa szyna pamięci w Radeonie 290X powoduje specyficzne ułożenie kości pamieci na laminacie. Żeby wszystkie się zmieściły, jedna z nich musi być między procesorem a slotem PCI Express. Na ogół nie ma to znaczenia, ale przy takiej metodzie chłodzenia zamarznięty obszar laminatu szybko rozprzestrzenia się aż do tej samotnej kości GDDR5. Niestety kości pamięci nie tolerują dobrze niskiej temperatury; po około 20-30 minutach spędzonych w ujemnych temperaturach nie chca już pracować nawet z domyślnym taktowaniem.

zimna_pamiec

Jest na to sposób, trochę uciążliwy: trzeba jakoś ogrzewać tę kość pamięci i równocześnie chłodzić GPU. Overclockerzy stosują różne sposoby, między innymi ogrzewanie laminatu suszarką do włosów albo podgrzewacze do kasków. Chyba wykorzystam jakieś elektryczne ogrzewanie, ale to wywoła kolejny problem. Gdzieś w pół drogi między strefą laminatu schłodzoną do mniej niż zera a ogrzewaną kością pamięci będzie się skraplała woda; zamiast zamarznąć i oszronić kartę pozostanie ciekła i będzie próbowała wywołać zwarcie. Będę musiał użyć hydrofobowego lakieru albo wazeliny, żeby zabezpieczyć kartę.

I po co to wszystko?

Pod poprzednią opowieścią o tej karcie padły pytania po co to wszystko – przecież to niepraktyczne. Odpowiedź jest taka sama, jak w przypadku wielu innych hobby lub sportów: bo można; bo to trudne; bo toczy się jakaś rywalizacja. Rdzeń Tahiti i R9 290X ma już swoje lata rok i nie jest już najszybszym GPU, więc już nie zarobię za jego pomocą rekordów świata. Można za to ciągle zagarnąć mnóstwo punktów w lidze HWBot.org, bo to bardzo popularna karta. Ze względu na dużą pojemność pamięci ciągle jest też jedną z kilku najszybszych kart w rozdzielczości 4K, więc następnym razem mam zamiar wypróbować nowego 3DMarka Fire Strike Ultra. A może po prostu zagramy w coś w 4K na chłodzonej azotem karcie? Muszę tylko się przygotować i znaleźć w redakcji jakiegoś gracza :)

Komentarze
Xtreme Addict
15 października 2014, 21:57
W Lightningach 290X trzeba użyć plastic sprayu na pamięci, wtedy jest znacznie lepiej :) Co do temperatury, optymalna jest -110-130*C (zależy od egzemplarza) i choćby ze względu na OC pamięci jak również stabilności rdzenia. Praktycznie każda sztuka jest w stanie osiągnąć 1600 MHz GPU, powyżej tego jest wall, który bardzo trudno przeskoczyć. 1.5v to bardzo niskie napięcie, te karty tolerują 1.7-1.75v na LN2, OVP zaczęło mnie atakować przy 1.9v, a throttling przy 1.85v ;)
1
Wooojciech1983
18 października 2014, 17:02
Zazdroszczę zabawy :-)
1
magik396
24 lutego 2015, 17:50
Konieczna jest jeszcze jedna sprzętowa modyfikacja. Pewne peryferyjne obwody procesora graficznego są zasilane napięciem 0,95 V z małego zasilacza impulsowego. 'Płynie tam nieduży prąd, ale napięcie jest istotne jako punkt odniesienia dla kontrolerów wyjść obrazu. Jeśli nic z nim nie zrobimy, zamrożony Radeon będzie pod dużym obciążeniem wyświetlał czarny ekran.'
a czy sitniej mozliwość podniesienia tego napiecia bez zadnego lutowania, np mozna je zmienic w biosie karty?
0
Zaloguj się, by móc komentować